Czas pożegnań
Życie uczy nas wyborów. W naturalny sposób określają one dalsze nasze losy. Mądrością a przynajmniej roztropnością jest przyszłe zmiany tworzyć, mieć nad nimi kontrolę i prowadzić we właściwym kierunku. Jak to zrobić? Przede wszystkim wsłuchać się w siebie. Gdy usłyszy się głos sprzeciwu wobec pewnych spraw, które tu i teraz ciebie dotyczą, wtedy nie można już zrobić kroku wstecz. Nie można udawać, gdy sam sobie daję wskazówkę o potrzebie/ konieczności zmian.
Jednak zmiany rzadko są łatwe do przeprowadzenia. I nie mam tylko na myśli niepewności, co wydarzy się w przyszłości. Czasami ważniejsze (przynajmniej przez jakiś czas) jest rozstanie się z tym, co powstało w przeszłości. Kiedy odrzucę gdzieś na bok te powody, które przywiodły mnie do decyzji o odejściu, zostaję sam na sam z całą masą pozytywnych zdarzeń, kolorowych ludzi, pokonanych trudności, zrealizowanych wyzwań. To bagaż bogactwa, którego nie porzucam. Zabieram je w dalszą drogę, by coś z tamtego "kiedyś" powtórzyć, na tym budować czy choćby tylko jeszcze raz to w sobie samym przeżyć.
Uczyć się zawsze, takie motto ostatnio w sobie odkryłem. Nie z podręczników, notatek, ale z sytuacji, ludzi, sukcesów i porażek. Nie zamykać przeszłości w szafie, nie gonić za czymś nieokreślonym w przyszłości. Czerpać jak najwięcej z bycia tu i teraz.
Pożegnania nie oznaczają tylko rozstania, ale są również egzaminem dla ludzkich relacji. Czas pokaże, które kontakty ustaną a które na swój niepowtarzalny sposób będą kontynuowane. Urok spotkań w salach ćwiczeniowych, pogawędki na korytarzach czy na dyżurach nie będą miały w odsłonie nowego roku akademickiego kontynuacji. Jednak te spotkania nie były jedynymi. Z uśmiechem przywołuję rozmowy z Internecie, spotkania przypadkiem gdzieś na mieście. Ważne również były spotkania w kołach naukowych, wyjazdy turystyczne i wiele innych przedsięwzięć.
W byciu z drugim człowiekiem ważne jest również zrozumienie jego odmienności poglądów, wiedzy, doświadczeń a nawet poczucia humoru. Spotkanie ze mną dla jednych było czymś pozytywnym, dla innych wręcz odwrotnie. Trudno oczekiwać akceptacji od tak dużej społeczności, z którą się pracuje. Dobrze jednak, gdy nie popadnie się w niełaskę u wszystkich. Jeśli kogoś swoim zachowaniem, słowem uraziłem to chcę w tym momencie napisać - przepraszam. Uczę się siebie tak samo jak każdy z Was. Nie jestem ani bliżej ani dalej od jakiegoś finalnego efektu. Idę w przyszłość z tym, co tu i teraz, tam dokądś...
Pamiętam wiele sytuacji budujących mój wybór na przyszłość. To były te rozmowy, nie o zaliczeniach, ocenach, nieobecnościach, ale z gruntu najprawdziwsze pedagogicznie. Rozmowy o prawdziwych problemach, przepełnione emocjami, czasami opatrzone łzami i chwilami milczenia. Staram się dziś pójść tą drogą dalej, chcąc słuchać ludzi dla nich samych i po części dla mnie samego.
Chcąc zakończyć, tak jak na mnie przystało, pogodnie i zawadiacko, może zaproponuję pewną konwencję pożegnania. Przyszedł czas pożegnania. Już nie będziemy razem, ale może po prostu zostańmy przyjaciółmi? ;-)
z pozdrowieniami i życzeniami życiowej pomyślności
Sebastian Ciszewski
6 sierpnia 2010
list zamieszczony również w pokoju studenta
dzięki.
OdpowiedzUsuń